„Pięćdziesiąt twarzy Greya” było słabe. Dlaczego więc zmieniło rynek BDSM?

„Pięćdziesiąt twarzy Greya” było słabe. Dlaczego więc zmieniło rynek BDSM?

Miejmy to za sobą i subiektywnie przyznajmy: "Pięćdziesiąt twarzy Greya" nie było szczególnie dobrą książką. Zaryzykujemy stwierdzenie, że jest to pozycja po prostu słaba. Język bywa tam niezgrabny, bohaterowie zachowują się tak, jakby dostali odgórny zakaz komunikacji, a Christian Grey nie jest osobą, która powinna dawać komukolwiek rady na temat zdrowych relacji. Dodatkowo to, co interesuje nas bardziej, czyli przedstawienie BDSM, pozostawiło sporo do życzenia. Mimo wszystkiego co do tej pory napisaliśmy, nie możemy ignorować faktu, że historia Anastasii Steele wywarła ogromny wpływ na popkulturę, rynek wydawniczy oraz sprzedaż akcesoriów BDSM. 

Seria sprzedała się w liczbie przekraczającej 150 milionów egzemplarzy, doczekała się ekranizacji, oficjalnych kolekcji gadżetów, niezliczonych artykułów, a kajdanki, opaski na oczy czy packi nagle przestały kojarzyć się tylko z niszowymi klubami. Jak to się stało, że książka raz za razem punktowana za styl zdołała tak mocno wpłynąć na całą branżę? Najpierw zrobimy szybkie wprowadzenie o czym w ogóle jest to dzieło.

Najpierw był Edward Cullen, później Christian Grey

Historia zaczęła się dość niewinnie E.L. James publikowała w internecie fanfik inspirowany serią "Zmierzch". Główni bohaterowie zostali stworzeni na podstawie Edwarda i Belli, choć zamiast wampirów pojawił się miliarder, pokój wyposażony w akcesoria BDSM i kontrakt. Kiedy "Master of the Universe" - bo tak na początku nazywała się ta historia - nabrał rozpędu, autorka zmieniła imiona, usunęła bezpośrednie odniesienia do "Zmierzchu" i przekształciła książkę tak, aby stała się pełnoprawną książką o Christianie Greyu oraz Anastasii Steele. Brzmi jak ciekawostka do szybkiego zapomnienia, ale stało się zupełnie odwrotnie.

Książka dzięki szybko rosnącej liczbie internetowych dyskusji i rekomendacji zaczęła stawać się bestsellerem. Dzisiaj jej śladem przeszło mnóstwo tytułów, które swój początek miały na wattpadzie, aby finalnie znaleźć miejsce na półkach księgarni. W 2021 roku o "Pięćdziesięciu twarzach Greya" mówili prawie wszyscy. Nawet osoby, które nie przeczytały nawet jednego rozdziału, słysząc tytuł wiedziały o jaką mniej więcej historię chodzi. 

Powiedzmy to wprost: to nie była wybitna literatura

Popularność w kulturze nie zawsze (a może nawet bardzo często) oznacza jakość. Gdyby tak było, Skolim i PSY zgarnialiby wszystkie możliwe nagrody. "Pięćdziesiąt twarzy Greya" od samego początku spotykało się z krytyką dotyczącą stylu, powtórzeń, niezbyt realistycznych dialogów czy schematycznie zbudowanych postaci. Recenzenci zauważali, że sukces książki wydawał się niemal odporny na kolejne negatywne opinie.

Anastasia przez znaczną część historii pozostaje niepewna, zagubiona i wyraźnie mniej doświadczona od Christiana. Christian z kolei jest tajemniczy, niewiarygodnie bogaty, kontrolujący i oczywiście przekonany, że większość problemów można rozwiązać pieniędzmi, presją albo bardzo szczegółową umową. Nie oznacza to, że nikt nie miał prawa dobrze bawić się podczas lektury. Książka nie musi zdobywać nagród literackich, aby dostarczać rozrywki. Można lubić coś, jednocześnie dostrzegając jego wady. Każdy z nas ma jakieś guilty pleasure. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy fikcyjną historię traktujemy jak poradnik dotyczący relacji albo praktyk BDSM. A „Pięćdziesiąt twarzy Greya” naprawdę kiepsko nadaje się na poradnik.

Problemem nie były kajdanki

Największym błędem w dyskusjach o tej serii było przedstawianie samego BDSM jako czegoś niebezpiecznego lub patologicznego. Kajdanki, opaska na oczy, dominacja czy kontrolowane zadawanie bólu nie są automatycznie przemocą. W świadomie ustalonej relacji mogą być elementem bezpiecznej, dobrowolnej zabawy dorosłych osób. Kluczowe znaczenie mają:

  • świadoma i dobrowolna zgoda
  • wcześniejsze ustalenie granic
  • możliwość wycofania zgody w każdej chwili
  • komunikacja przed, podczas i po zabawie
  • słowo bezpieczeństwa lub inny wyraźny sygnał przerwania
  • odpowiedzialność osoby przejmującej kontrolę
  • troska o fizyczny i emocjonalny komfort wszystkich uczestników

Problemem Christiana Greya nie jest więc to, że interesuje się dominacją. Problemem jest to, że jego potrzeba kontroli wielokrotnie wychodzi poza wcześniej uzgodnioną zabawę. Śledzenie partnerki, pojawianie się bez zapowiedzi, naciskanie mimo jej niepewności i wykorzystywanie ogromnej przewagi finansowej nie stają się romantyczne tylko dlatego, że robi to przystojny miliarder.

Analiza opublikowana w "Journal of Women’s Health" wskazywała, że zachowania przedstawione w relacji głównych bohaterów odpowiadają wielu wzorcom przemocy partnerskiej, w tym zastraszaniu, izolowaniu i kontrolowaniu. Była to analiza treści książki, a nie dowód, że jej przeczytanie automatycznie powoduje podobne zachowania u odbiorców. Inne opracowanie porównujące sposób przedstawiania zgody w serii z dyskusjami prowadzonymi przez społeczność BDSM wykazało wyraźne różnice. W rzeczywistych rozmowach o BDSM zgoda jest traktowana szerzej, z uwzględnieniem relacji władzy, odpowiedzialności i całego kontekstu relacji.

Krótko mówiąc: Grey pokazał ludziom kajdanki, ale niekoniecznie nauczył ich, jak bezpiecznie z nich korzystać.

Skoro książka była słaba, dlaczego odniosła taki sukces?

To prawdopodobnie najciekawsza część całej historii. "Pięćdziesiąt twarzy Greya" nie wygrało dzięki pięknemu językowi. Wygrało, ponieważ pojawiło się w odpowiednim momencie i pozwoliło milionom osób zainteresować się tematem, o którym wcześniej trudno było swobodnie rozmawiać. Książka była prosta w odbiorze. Nie wymagała znajomości środowiska BDSM, specjalistycznych określeń ani wcześniejszych doświadczeń. Czytelnik poznawał ten świat razem z Anastasią, która sama właściwie nie wiedziała, czego może się spodziewać.

Dzięki temu wiele osób mogło pomyśleć: "nie wiem, czy to dla mnie, ale jestem ciekawa". I właśnie ta ciekawość była najważniejsza. Książka dała też społeczne usprawiedliwienie do rozpoczęcia rozmowy. Łatwiej było zapytać partnera o opaskę na oczy, mówiąc: "czytałam o tym w Greyu", niż zaczynać od poważnego wyznania dotyczącego własnych fantazji. Nagle BDSM nie było już tematem, o którym mówiło się wyłącznie w zamkniętych społecznościach. Stało się częścią rozmów w pracy, programów śniadaniowych, magazynów i spotkań ze znajomymi.

Kajdanki trafiły do głównego nurtu

Wpływ książki bardzo szybko zauważyli sprzedawcy. Sklepy oferujące produkty dla dorosłych informowały o rosnącym zainteresowaniu kajdankami, opaskami na oczy, pejczami, packami i innymi akcesoriami pojawiającymi się w serii. Nowojorski sklep Babeland miał w szybkim tempie odnotować około 20-procentowy wzrost sprzedaży produktów BDSM, a klienci zaczęli pytać o konkretne przedmioty znane z książki. Brytyjska sieć Ann Summers również przypisywała serii wzrost sprzedaży między innymi kajdanek, opasek, lin i zacisków. Nie oznacza to oczywiście, że każdy zakup był początkiem zaawansowanej praktyki BDSM. Dla wielu osób była to po prostu pierwsza opaska na oczy albo miękkie kajdanki używane podczas zabawy w parze.

Z czasem powstała nawet oficjalna kolekcja produktów "Fifty Shades of Grey", rozwijana we współpracy z marką Lovehoney. W sprzedaży pojawiły się gadżety, bielizna i akcesoria inspirowane książkami oraz filmami. To ważna zmiana. Produkty BDSM zaczęły wyglądać mniej groźnie i bardziej przystępnie. Zamiast ciężkich metalowych konstrukcji na pierwszym planie pojawiły się satynowe opaski, miękkie wiązania, niewielkie packi i estetyczne zestawy dla par. Czerń, czerwień, skóra, koronka, kajdanki i maska. Trochę tajemniczo, ale niezbyt przerażająco. Wystarczająco odważnie, żeby wzbudzić ciekawość, i wystarczająco bezpiecznie, żeby produkt można było położyć na półce zwykłego sklepu.

Grey sprzedał wygląd BDSM, ale nie jego ideę

Popkultura bardzo często upraszcza skomplikowane tematy. To zrozumiałe, bo najważniejsza w książce jest sama fabuła, a nie wyjaśnienie dokładnie każdego zagadnienia. Tak samo stało się tutaj. "Pięćdziesiąt twarzy Greya” pokazało najbardziej widowiskowe elementy BDSM:

  • elegancki pokój zabaw
  • kajdanki
  • pejcze
  • kontrakt
  • dominującą osobę
  • podporządkowaną partnerkę
  • luksusową i tajemniczą atmosferę

Problem w tym, że BDSM to temat, który bez prawidłowego zrozumienia może wyrządzić uczestnikom sporo krzywdy. W książce znacznie mniej miejsca poświęcono temu, co naprawdę sprawia, że taka relacja lub zabawa może być bezpieczna i satysfakcjonująca. W rzeczywistości BDSM często zawiera więcej rozmowy niż efektownych scen. Przed rozpoczęciem ustala się zainteresowania, granice, doświadczenie, stan zdrowia, sygnały bezpieczeństwa i to, co ma wydarzyć się po zakończeniu.

Dla osoby czerpiącej wiedzę z dzieła E. L. James to może pozbawiać całą zabawę klimatu, ale w rzeczywistości tak to wygląda. Nie brzmi tak spektakularnie jak czerwony pokój miliardera, ale właśnie komunikacja odróżnia świadomą wymianę kontroli od zwykłego ignorowania cudzych granic. Samo podpisanie kontraktu również nie sprawia, że zgoda staje się wieczna. Każda osoba może zmienić zdanie, zatrzymać zabawę albo wycofać zgodę na konkretną czynność. Nie musi się z tego tłumaczyć. Chęć wzięcia udziału w sesji BDSM, nawet jeśli mówimy o naprawdę mocnych ustaleniach, nie robi z nikogo pacynki, która nie ma już nic do powiedzenia. Zgoda udzielona wczoraj nie jest automatycznie zgodą na dzisiaj

Czy „Pięćdziesiąt twarzy Greya” zaszkodziło społeczności BDSM?

Odpowiedź nie jest całkowicie jednoznaczna. Z jednej strony osoby praktykujące BDSM słusznie krytykowały serię za łączenie dominacji z kontrolowaniem partnerki poza uzgodnionymi sytuacjami. Książka mogła utrwalać przekonanie, że dominujący partner powinien być chłodny, zaborczy i emocjonalnie niedostępny. Mogła też sugerować, że zainteresowanie BDSM zawsze wynika z trudnej przeszłości albo problemów psychicznych. To szczególnie krzywdzący stereotyp. Badania populacyjne wskazują, że zainteresowanie przynajmniej niektórymi praktykami lub fantazjami BDSM jest znacznie częstsze, niż mogłoby się wydawać.

Z drugiej strony seria wyciągnęła temat z cienia. Osoby, które wcześniej wstydziły się swoich fantazji, zaczęły o nich rozmawiać. Część czytelników zainteresowała się prawdziwymi zasadami BDSM, zaczęła szukać rzetelnych materiałów i lepiej poznawać własne granice. Książka nie pokazała prawdziwego BDSM, ale wyciągnęła całą kategorię z cienia. Nie odkryła realnych zasad, ale pozwoliła wielu osobom zrobić pierwszy krok, aby te zasady poznać. Właśnie na tym polega paradoks Greya.

Od czego naprawdę zacząć przygodę z BDSM?

Na pewno nie od odtwarzania scen z książki bez wcześniejszej rozmowy. Pierwsze doświadczenia nie wymagają czerwonego pokoju, rozbudowanego kontraktu ani szafy pełnej profesjonalnego sprzętu. Wiele osób zaczyna od prostych, pojedynczych elementów. Nie trzeba montować w salonie uprzęży na huśtawkę czy kupować profesjonalnego zestawu za pół wypłaty. W zależności od upodobań na początek wystarcza proste kajdanki, lekka packa czy zestaw do wiązania.

Najważniejsze jest nie to, ile akcesoriów znajduje się w sypialni, ale czy wszystkie osoby naprawdę chcą brać udział w zabawie. Przed rozpoczęciem warto porozmawiać o tym, co jest interesujące, co jest całkowicie wykluczone i co może budzić niepewność. Wyrażając chęć spróbowania BDSM nie musisz dawać znaku, że chcesz wypróbować wszystkiego. Możesz mieć ogromną ochotę na spróbowanie użycia knebla, jednocześnie kategorycznie odmawiając jakiejkolwiek formy wiązań. I to jest okej. Dobrym rozwiązaniem jest też ustalenie prostego systemu sygnałów:

  • zielony oznacza, że wszystko jest w porządku
  • żółty oznacza potrzebę zwolnienia lub zmniejszenia intensywności
  • czerwony oznacza natychmiastowe przerwanie

W przypadku knebla albo sytuacji utrudniającej mówienie trzeba ustalić sygnał niewerbalny, na przykład upuszczenie trzymanego przedmiotu lub kilka wyraźnych ruchów dłonią. BDSM nie polega na zgadywaniu.

Największa zasługa Greya: rozpoczął rozmowę

"Pięćdziesiąt twarzy Greya" nie było dobrym podręcznikiem BDSM. Nie było też szczególnie przekonującą historią zdrowej relacji, a pod względem literackim wywoływało więcej uniesionych brwi niż zachwytów. Mimo to seria osiągnęła coś, czego wcześniej nie udało się zrobić wielu kampaniom edukacyjnym. Sprawiła, że miliony osób zaczęły rozmawiać o fantazjach, dominacji, uległości i gadżetach dla par.

Nie każda z tych rozmów była mądra. Nie każda prowadziła do rzetelnej wiedzy. Część ograniczała się zapewne do żartów o kajdankach i Christianie Greyu. Jednak temat trafił do głównego nurtu. Dla osób, które od lat interesowały się tematem może to brzmieć trochę abstrakcyjnie, ale w "waniliowych" kręgach jeszcze kilka lat temu BDSM naprawdę był czymś zupełnie obcym. Książka pomogła zmienić kajdanki z czegoś „dziwnego” w produkt, który wiele par mogło kupić bez poczucia, że przekracza granicę dostępnego tylko dla wąskiej grupy ludzi świata. I chyba właśnie na tym polega jej największy wpływ. Nie nauczyła świata, czym naprawdę jest BDSM. Sprawiła jednak, że świat zaczął o BDSM pytać. 

Czy "Pięćdziesiąt twarzy Greya" zrobiło więcej dobrego czy złego?

Ciężko to ocenić, najłatwiej powiedzieć, że po równo. Seria spopularyzowała błędne wyobrażenia dotyczące dominacji, zgody i relacji władzy. Jednocześnie oswoiła temat fantazji, otworzyła rozmowy między partnerami i znacząco zwiększyła zainteresowanie akcesoriami BDSM. Jako literatura pozostawia wiele do życzenia. Jako przedstawienie bezpiecznego BDSM również. Jako zjawisko popkulturowe była jednak przełomowa. Christian Grey nie powinien być wzorem dominującego partnera. Może natomiast pozostać przykładem tego, jak przeciętnie napisana historia potrafi w odpowiednim momencie zmienić zachowania milionów ludzi i wpłynąć na całą branżę.

FAQ


Czy "Pięćdziesiąt twarzy Greya" dobrze przedstawia BDSM?

Nie. Książka miesza dobrowolne praktyki BDSM z kontrolowaniem partnerki, naciskiem i zachowaniami wykraczającymi poza uzgodnioną zabawę. Nie powinna być traktowana jako poradnik.

Czy BDSM zawsze wymaga bólu?

Nie. BDSM obejmuje bardzo różne praktyki. Może polegać na wiązaniu, przejmowaniu kontroli, odgrywaniu ról, wydawaniu poleceń albo ograniczaniu zmysłów. Ból nie jest obowiązkowym elementem.

Czy kontrakt przedstawiony w książce jest konieczny?

Nie. Niektóre osoby spisują ustalenia, ale ważniejsza od formalnego dokumentu jest bieżąca, świadoma zgoda. Każdy uczestnik może zmienić zdanie i przerwać zabawę.

Czy miękkie kajdanki są dobre dla początkujących?

Mogą być dobrym pierwszym akcesorium, o ile mają bezpieczne zapięcie, można je szybko zdjąć i nie powodują zaburzenia krążenia. Nigdy nie należy pozostawiać związanej osoby bez opieki.

Od czego najlepiej zacząć?

Od rozmowy o zainteresowaniach, granicach i sygnale bezpieczeństwa. Dopiero później warto dobrać proste akcesoria odpowiednie do poziomu doświadczenia. Polecamy też tekst na naszym blogu skierowany do początkujących: BDSM dla początkujących: od czego zacząć, żeby było dobrze i bezpiecznie