Jeszcze nie tak dawno przeciętny gadżet erotyczny miał dość prostą misję wizualną: od pierwszego spojrzenia miało być wiadomo, do czego służy. Intensywny róż, brokat, plastik, bardzo dosłowny kształt i opakowanie, które raczej nie próbowało udawać produktu do pielęgnacji. Jeśli ktoś chciał zachować dyskrecję, najprostszym rozwiązaniem było po prostu szybko schować zakup do szuflady.
Dzisiaj sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Niektóre wibratory można spokojnie położyć obok serum do twarzy, szczoteczki sonicznej i głośnika Bluetooth, a osoba niewtajemniczona wcale nie musi od razu zauważyć, który przedmiot służy do czego. Pastelowe kolory, matowy silikon, zaokrąglone kształty, jedno niewielkie logo i opakowanie tak minimalistyczne, że równie dobrze mogłoby zawierać nowy sprzęt elektroniczny.
Co się więc zmieniło, że poszliśmy tą drogą? Przede wszystkim to, kto kupuje gadżety erotyczne oraz jak zaczęliśmy myśleć i rozmawiać o seksualności.
Kiedy sex-shop wyglądał jak… sex-shop
Przez wiele lat język wizualny produktów erotycznych był bardzo charakterystyczny. Miało być odważnie, prowokacyjnie i jednoznacznie. W praktyce oznaczało to często neonowe kolory, bardzo dosłowne nazwy, opakowania, na których znajdowało się właściwie wszystko poza subtelnością oraz przede wszystkim imitowanie anatomii kształtem zabawki.
Nie chodzi jednak wyłącznie o estetykę. Sam sposób sprzedaży wzmacniał przekonanie, że mamy do czynienia z produktem, który najlepiej kupić szybko, dyskretnie i nikomu o tym nie mówić. Jeżeli sklep, opakowanie i reklama komunikują klientowi, że jego zakup jest czymś trochę wstydliwym, trudno jednocześnie przekonywać go, że poznawanie własnego ciała jest normalną częścią życia.
Projektanci zaczęli odchodzić od tego schematu znacznie wcześniej, niż pastelowe gadżety opanowały Instagram. Już pod koniec lat 90. powstawały produkty projektowane zgodnie z zasadami wzornictwa przemysłowego, a nie według pytania "jak powinna wyglądać zabawka erotyczna?". Jednym z ciekawszych przykładów była linia Natural Contours, która celowo rezygnowała z klasycznych, fallicznych form na rzecz gładkich i bardziej abstrakcyjnych kształtów.
I właśnie wtedy pojawiło się pytanie, które później zaczęła zadawać sobie coraz większa część branży: a może gadżet erotyczny nie musi wyglądać stereotypowo erotycznie, żeby dobrze spełniał swoją funkcję?
Właśnie wtedy zaczął zmieniać się również design zabawek erotycznych
Kiedy zmienił się wygląd, szybko zmieniło się również podejście do samego projektowania. Przestało wystarczać, że urządzenie po prostu wibruje. Zaczęło liczyć się to, jak leży w dłoni, gdzie umieszczono przyciski, czy da się je obsługiwać bez patrzenia, jak łatwo można je wyczyścić, jak głośno pracuje i czy materiał jest przyjemny w dotyku.
To dokładnie to samo, co wcześniej przeszedł rynek telefonów, słuchawek, szczoteczek elektrycznych i kilku innych rzeczy. Dobra funkcja przestała być jedynym kryterium. Produkt miał być również intuicyjny, ergonomiczny i przyjemny w codziennym użytkowaniu.
Dlatego porównanie współczesnych zabawek erotycznych do sprzętu Apple wcale nie jest aż tak przesadzone. Nie chodzi o kopiowanie konkretnych urządzeń, tylko o podobny język projektowania: mniej elementów, proste sterowanie, miękkie linie, neutralne kolory, dobre materiały i możliwie niewiele rzeczy, które trzeba nam - czyli użytkownikom -tłumaczyć.
Zmieniło się nawet opakowanie. Zamiast krzyczących grafik pełnych nagości coraz częściej dostajemy pudełko z jednym zdjęciem produktu, nazwą i kilkoma najważniejszymi informacjami. Sam moment rozpakowywania ma przypominać zakup elektroniki albo kosmetyku premium, a nie doświadczenie, które należy jak najszybciej zakończyć i wyrzucić.
Z sex-shopu do „wellness”
Ale ładniejszy silikon i pastelowe pudełko nie zrobiły tej rewolucji samodzielnie. Bardzo mocno zmienił się też język, którym branża zaczęła mówić o swoich produktach. Określenie „sex toys” coraz częściej zaczęło funkcjonować obok takich pojęć jak sexual wellness, intimate wellness czy self-care. Zamiast skupiać się wyłącznie na intensywności doznań, marki zaczęły mówić o komforcie, poznawaniu własnego ciała, relacji, odpoczynku i dbaniu o siebie.
Marketingowo jest to ogromna różnica. Porównaj komunikat o „najmocniejszym wibratorze gwarantującym ekstremalne doznania” z komunikatem o urządzeniu zaprojektowanym do spokojnego odkrywania różnych rodzajów stymulacji. Produkt może być technicznie bardzo podobny, ale osoba oglądająca reklamę odbiera go zupełnie inaczej.
Właśnie dlatego wiele współczesnych marek erotycznych zaczęło wizualnie przypominać firmy kosmetyczne. Wibrator stoi obok świecy do masażu, lubrykantu, olejku albo produktu do kąpieli i wszystko wygląda jak część jednej kolekcji. Lubrykant może przypominać serum, a niewielki masażer wyglądać bardziej jak urządzenie do pielęgnacji skóry niż to, co kiedyś stereotypowo kojarzyło się z sex-shopem. Wystarczy przejść się po okolicznym Rossmannie - na półkach znajdziesz już chociażby gadżety erotyczne firmy Satisfyer.
Dla części klientów jest to po prostu wygodniejsze. Nie dlatego, że seksualność musi zostać „ubrana” w kosmetyczną estetykę, żeby była akceptowalna, ale dlatego, że normalny wygląd produktu usuwa przynajmniej jedną niepotrzebną warstwę skrępowania.
Instagram trochę zmienił nasze szuflady
Nie da się też opowiedzieć tej historii bez social mediów. Instagram, TikTok i cała kultura estetycznych zdjęć produktów sprawiły, że prawie każda branża zaczęła zwracać większą uwagę na to, jak jej produkty prezentują się w kadrze. Niektórzy powiedzą, że dobry produkt sam się obroni, ale to nie jest zawsze prawda. Mnóstwo dobrych projektów upadło, bo nie były odpowiednio reklamowane. Z kolei rynek wypełniony jest słabszymi (lub po prostu słabymi) odpowiednikami, których marketing robi całą robotę.
Pastelowy masażer o abstrakcyjnym kształcie można położyć obok książki, kosmetyków, świecy czy pościeli i otrzymać zdjęcie, które bez problemu pasuje do lifestyle'owego feedu. Z bardzo realistycznym gadżetem jest trochę trudniej. Nie jest to niemożliwe, ale marka od razu komunikuje coś zupełnie innego.
Design zaczął więc odpowiadać nie tylko na pytanie „czy dobrze się tego używa?”, ale również „czy jest to również estetyczne”. Można się z tego śmiać, ale dokładnie tak samo zmieniły się opakowania kawy, suplementów, kosmetyków i właściwie połowy rzeczy, które stoją dziś w naszych łazienkach.
Co ciekawe, zmiana działa również w drugą stronę. Kiedy użytkownik widzi gadżet pokazany w zwyczajnym otoczeniu - obok kosmetyków, książki czy łóżka - sam produkt zaczyna wydawać się mniej egzotyczny. Nie wygląda już jak coś należącego do zupełnie osobnej, ukrytej kategorii życia. Zaczyna być tematem, o którym nie trzeba mówić szeptem.
Im mniej przypomina anatomię, tym więcej możliwości ma projektant
Jedną z najciekawszych konsekwencji tej zmiany jest odejście od założenia, że zabawka erotyczna musi odwzorowywać część ciała. Współczesny projektant coraz częściej zaczyna od zupełnie innego pytania: jaki kształt najlepiej zapewni konkretny rodzaj stymulacji?
To daje ogromnie więcej możliwości. Jeśli celem jest precyzyjne oddziaływanie na łechtaczkę, produkt nie musi niczego imitować. Jeżeli urządzenie wykorzystuje fale ciśnienia, jego konstrukcja może wynikać przede wszystkim z technologii. Masażer prostaty może być zakrzywiony dlatego, że w ten sposób łatwiej kieruje nacisk w odpowiednie miejsce, a masturbator może z zewnątrz wyglądać bardziej jak designerski pojemnik niż realistyczna część ciała.
Dobrym przykładem są firmy takie jak Satisfyer lub TENGA. Wiele produktów tych marek wygląda bardziej jak przedmioty codziennego użytku albo niewielkie urządzenia niż tradycyjne masturbatory. Podobny kierunek widać u producentów masażerów łechtaczki, nowoczesnych wandów czy niewielkich wibratorów typu pebble.
W praktyce oznacza to, że forma coraz częściej wynika z funkcji, ergonomii i sposobu użytkowania, a nie z konieczności zachowania określonego wyglądu. I to prawdopodobnie jedna z najważniejszych zmian w projektowaniu tej kategorii produktów.
Branża chciała być technologią. Technologia nie zawsze chciała branży
Dobrym symbolem tej przemiany jest historia urządzenia Osé marki Lora DiCarlo. Produkt wykorzystujący rozwiązania robotyczne otrzymał w 2019 roku wyróżnienie w ramach CES Innovation Awards, czyli konkursu związanego z jednym z największych wydarzeń technologicznych na świecie.
Później nagrodę cofnięto, co wywołało sporą dyskusję o tym, dlaczego zaawansowane urządzenie wykorzystujące nowe technologie nagle przestaje być traktowane jak technologia tylko dlatego, że jego zastosowanie jest seksualne. Ostatecznie wyróżnienie zostało przywrócone.
Trudno znaleźć lepszą metaforę tego, co działo się z całym rynkiem. Same zabawki zdążyły wejść do świata zaawansowanej elektroniki szybciej, niż część świata technologii była gotowa uznać je za pełnoprawne urządzenia. Dzisiaj połączenie gadżetu z aplikacją, sterowanie na odległość, rozbudowane programy pracy czy integracja z innymi urządzeniami nie są już niczym szczególnie zaskakującym. Sex-tech stał się po prostu kolejną częścią rynku elektroniki konsumenckiej.
Ładniejszy design pomaga również w bardzo prostej rzeczy: przestajemy się tak bardzo wstydzić
Wyobraź sobie dwa produkty. Pierwszy dostajesz w wielkim pudełku z sugestywnymi zdjęciami, jaskrawymi napisami i nazwą, która obiecuje najbardziej ekstremalne doświadczenie życia. Drugi przychodzi w niewielkim, prostym pudełku z nazwą produktu i krótkim opisem funkcji. Który z nich będzie dla Ciebie bardziej odpowiedni?
Oczywiście sam wygląd opakowania nie zlikwiduje społecznego tabu. Może jednak przestać je dodatkowo wzmacniać. Jeśli produkt wygląda jak normalny przedmiot, kupujesz go w sklepie wyglądającym jak "normalny" e-commerce i otrzymujesz w zwykłym pudełku, cała sytuacja automatycznie przestaje wydawać się tak wyjątkowa.
Dla wielu osób temat seksu czy masturbacji zaczyna być po prostu mniej krępujący. Nie chcemy już ukrywać wszystkiego, co związane z seksualnością i zaczynamy akceptować, że masturbacja jest czymś naturalnym. Od tego kroku łatwo przejść już do wniosku, że ulepszenie, ułatwienie czy po prostu urozmaicenie tych chwil gadżetem erotycznym nie jest niczym dziwnym.
Powstaje ciekawy mechanizm. Społeczne podejście staje się bardziej otwarte, więc zmienia się design produktów. Nowy design sprawia, że kolejnym osobom łatwiej oswoić tę kategorię, co jeszcze bardziej normalizuje sprawę. I koło zaczyna się kręcić, tylko tym razem w całkiem dobrym kierunku.
Największa zmiana wcale nie wydarzyła się w kolorach
Możemy patrzeć na współczesne pastelowe wibratory i potraktować je jak chwilową modę. Za kilka lat może wszystko będzie metaliczne, przezroczyste albo design zatoczy koło i wróci neonowy róż. Trendy wizualne zawsze się zmieniają. Najważniejsza zmiana jest mniej widoczna: zabawka erotyczna coraz częściej przestaje być projektowana jak „produkt erotyczny”, a zaczyna być projektowana po prostu jak dobry produkt.
Ma być ergonomiczna, łatwa w obsłudze i czyszczeniu, wykonana z odpowiednich materiałów oraz dopasowana do sposobu, w jaki faktycznie korzysta z niej człowiek. Dopiero gdzieś pomiędzy tym wszystkim pojawia się pytanie, czy dobrze wygląda na półce. Możemy więc żartować, że niektóre współczesne masażery wyglądają jak coś, co Apple mógłby zaprezentować pomiędzy nowymi AirPodsami a zegarkiem. Ale być może właśnie w tym tkwi cała zmiana.
Nie chodzi o to, żeby każda zabawka była minimalistyczna czy modna. Chodzi o to, żeby nie musiała wyglądać stereotypowo „erotycznie”, żebyśmy pozwolili jej być erotyczną.
Najczęściej zadawane pytania
Dlaczego współczesne zabawki erotyczne są często pastelowe?
Pastelowe i neutralne kolory są częścią szerszego trendu we wzornictwie produktów. Pomagają markom tworzyć produkty bardziej neutralne wizualnie, łatwiejsze do pokazania w zwykłym otoczeniu i mniej przypominające stereotypowy asortyment dawnych sex-shopów. Nie oznacza to oczywiście, że pastelowy produkt jest automatycznie lepszy.
Czy minimalistyczna zabawka jest lepszej jakości?
Nie. Wygląd sam w sobie nie mówi nic pewnego o jakości silnika, materiale, bezpieczeństwie czy ergonomii. Minimalistyczny design może być dobrze przemyślany, ale może też być po prostu marketingiem. Przy wyborze produktu znacznie ważniejsze są materiał, konstrukcja, funkcje, sposób czyszczenia i dopasowanie do potrzeb użytkownika.
Kiedy zaczął zmieniać się design zabawek erotycznych?
Nie istnieje jedna konkretna data. Produkty celowo odchodzące od klasycznych, anatomicznych form pojawiały się już w latach 90., a w kolejnych dekadach coraz więcej producentów zaczęło korzystać z zasad wzornictwa przemysłowego znanych z elektroniki i innych produktów codziennego użytku.
Dlaczego niektóre zabawki w ogóle nie przypominają anatomii?
Ponieważ kształt można projektować przede wszystkim pod konkretny rodzaj stymulacji i ergonomię. Jeśli urządzenie ma działać w określonym miejscu albo wykorzystywać konkretną technologię, odwzorowanie anatomii nie zawsze pomaga. Czasami abstrakcyjna forma pozwala zaprojektować produkt po prostu lepiej.