Króliczek, bullet, dildo i magic wand. Skąd wzięły się nazwy zabawek erotycznych?

|Zespół SNACC
Króliczek, bullet, dildo i magic wand. Skąd wzięły się nazwy zabawek erotycznych?

Nazwy zabawek są dla nas dziś oczywiste. Zaglądasz do sklepu, widzisz "króliczek" i dokładnie wiesz jaki produkt zobaczysz. Ale przecież nie musi mieć charakterystycznych uszu. Magic wand też nie ma magicznych właściwości (chociaż metaforycznie tak...), bullet oprócz pocisku przypomina kilka innych rzeczy, a dildo... No właśnie, właściwie skąd wzięło się słowo "dildo"?

Za częścią tych nazw stoją konkretne produkty, popkultura, przepisy dotyczące obsceniczności, język sprzed kilkuset lat i kilka przypadków, w których nazwa jednej rzeczy zaczęła z czasem oznaczać cały typ zabawki.

Dlaczego wibrator króliczek nazywa się króliczkiem?

Zacznijmy od nazwy, która chyba najbardziej prosi się o wyjaśnienie. Dzisiejszy „rabbit” albo po prostu „króliczek” oznacza właściwie całą kategorię wibratorów przeznaczonych do jednoczesnej stymulacji wewnętrznej i zewnętrznej. Charakterystyczne małe ramię przy części penetracyjnej rzeczywiście często przypomina parę króliczych uszu, więc można byłoby uznać, że na tym historia się kończy. Tyle że nie do końca.

Początki rabbita prowadzą do Japonii i kolorowych, często dość fantazyjnych zabawek projektowanych tak, aby jak najmniej przypominały realistyczne genitalia. W latach 80. właśnie takie projekty inspirowały firmę Vibratex, która zaczęła wprowadzać na amerykański rynek kolorowe zabawki wykorzystujące zwierzęce motywy. Były żółwie, bobry, kangury i w końcu królik. Science Museum w Londynie opisuje te zwierzęce formy jako sposób obchodzenia restrykcyjnych japońskich regulacji dotyczących obsceniczności.

Najważniejszy okazał się Rabbit Pearl. Vibratex podaje, że produkt został wprowadzony w latach 80., a sama nazwa „Rabbit” miała dodatkowe osobiste znaczenie - Shay Martin, córka założycieli firmy, urodziła się w chińskim roku królika. To właśnie Rabbit Pearl pomógł stworzyć kategorię zabawek łączących stymulację wewnętrzną ze stymulacją łechtaczki. A później przyszła Charlotte York.

W 1998 roku króliczek pojawił się w „Seksie w wielkim mieście”. Serial oczywiście nie wynalazł tej zabawki, ale zrobił dla niej coś prawdopodobnie ważniejszego - pokazał ją ogromnej widowni w czasach, kiedy rozmowa o kobiecej masturbacji w mainstreamowej telewizji nadal była czymś niezwykłym. Popularność Rabbita eksplodowała, powstały kolejne wersje i kopie, a nazwa konkretnego produktu ostatecznie stała się nazwą całej kategorii. Dziś nawet jeśli króliczek nie przypomina już specjalnie żadnego zwierzęcia, nadal nazywamy go króliczkiem.

Magic wand - zanim został zabawką, naprawdę był masażerem

„Wand” oznacza po angielsku różdżkę. Jeśli spojrzysz na klasyczny duży masażer z długą rączką i okrągłą głowicą, skojarzenie jest całkiem logiczne. Tyle że określenie „magic wand” nie zaczęło swojej kariery jako ogólna nazwa zabawek erotycznych. Najpierw był konkretny produkt.

W 1968 roku Hitachi wprowadziło na amerykański rynek urządzenie o nazwie Hitachi Magic Wand. Oficjalnie był to elektryczny masażer do karku, pleców i innych części ciała. Duża głowica, kabel podłączany do gniazdka i mocne wibracje nie wyglądały wtedy jak próba stworzenia dyskretnej zabawki do szuflady nocnej - i faktycznie nią nie były. Użytkownicy dość szybko odkryli jednak, że urządzenie ma jeszcze jedno zastosowanie.

Ogromną rolę w tej zmianie odegrała edukatorka seksualna Betty Dodson. Od lat 70. prowadziła warsztaty dotyczące masturbacji i kobiecej seksualności, a Magic Wand stał się jednym z urządzeń, które szczególnie polecała. Z czasem produkt zaprojektowany jako masażer zaczął być prawdopodobnie bardziej znany ze swojego nieoficjalnego zastosowania niż z masowania bolących pleców.

Historia zatoczyła jeszcze ciekawsze koło w 2013 roku. Nazwa Hitachi zniknęła z produktu, ale Magic Wand pozostał na rynku. Marka istnieje do dziś, a oryginalny produkt doczekał się kolejnych wersji. I wtedy wydarzyło się coś językowo bardzo ciekawego. „Wand” przestał dla wielu osób oznaczać tylko jeden konkretny Magic Wand. Dziś jest nazwą całej kategorii dużych masażerów z charakterystyczną głowicą, produkowanych przez dziesiątki różnych marek. Trochę jak nazywanie wszystkich butów sportowych adidasami. 

Dlaczego mały wibrator nazywa się bullet?

Tutaj historia jest zdecydowanie mniej spektakularna. Nie ma królika, telewizji HBO ani słynnego japońskiego producenta. Bullet dostał swoją nazwę przede wszystkim dlatego, że pierwsze i najbardziej klasyczne modele były małe, podłużne i zwężały się z jednej strony - czyli po prostu przypominały pocisk.

I właściwie tyle. Małe wibratory zaczęły pojawiać się na rynku w latach 70., kiedy producenci coraz częściej odchodzili od założenia, że każda zabawka przeznaczona do stymulacji musi przypominać penisa. Historyczka branży erotycznej Hallie Lieberman wskazuje ten okres jako moment pojawiania się bardziej abstrakcyjnych form, w tym niewielkich wibratorów przeznaczonych przede wszystkim do stymulacji zewnętrznej.

Nazwa okazała się wyjątkowo trwała, bo dobrze opisuje konstrukcję: mały korpus, niewielka powierzchnia kontaktu i bardziej punktowe działanie. Z czasem „bullet” zaczął być używany szerzej i obecnie określa się nim nawet modele, które kształtem przypominają bardziej szminkę, kapsułkę albo mały kamień niż prawdziwy pocisk.

Co ciekawe to w pewnym sensie zanikająca nazwa. Najmniejsze wibratory również mają już przeróżne kształty i formy, więc wielu producentów dzisiaj nie przedstawia już swoich produktów jako bullet, stawiając na neutralną nazwę mini wibrator. 

Dildo - słowo starsze, niż można byłoby podejrzewać

Poprzednie nazwy od razu coś sugerowały. Króliczek, wand, bulelt - w głowie pojawia się konkretny kształt i odniesienie. Z dildem jest inaczej. Przeciętna osoba raczej nie byłaby w stanie podać dla tego słowa innego znaczenia niż produkt w sklepie erotycznym. Jeżeli wydawało Ci się jednak, że „dildo” jest współczesnym określeniem wymyślonym przez branżę erotyczną, mamy wiadomość: jesteśmy spóźnieni o jakieś czterysta lat.

W angielskich tekstach słowo „dildo” pojawia się już pod koniec XVI wieku. Jednym z najwcześniejszych znanych przykładów użycia go w znaczeniu sztucznego penisa jest utwór przypisywany Thomasowi Nashe'owi z około 1593 roku. Sam przedmiot jest oczywiście znacznie starszy niż angielska nazwa - przedmioty o fallicznym kształcie pojawiały się w kulturach na długo przed powstaniem współczesnego języka angielskiego.

Najlepsza część tej historii jest taka, że... nie wiemy dokładnie, skąd samo słowo się wzięło. Przez lata proponowano różne wyjaśnienia. Jedna z teorii próbowała wyprowadzić je od włoskiego słowa związanego z przyjemnością, inna łączyła je z angielskim „diddle”. Problem w tym, że żadne z tych wyjaśnień nie ma wystarczająco mocnych podstaw, aby uznać je za pewne. Słowniki etymologiczne nadal określają pochodzenie słowa „dildo” jako niejasne.

Możliwe, że wcześniej funkcjonowało jako żartobliwe albo nonsensowne słowo pojawiające się w piosenkach i balladach, a z czasem nabrało seksualnego znaczenia. Co jeszcze ciekawsze, Shakespeare użył liczby mnogiej „dildos” w „Zimowej opowieści” w kontekście refrenów rubasznych piosenek. Czyli dildo ma jednocześnie kilkaset lat historii i etymologię, której nadal nie potrafimy rozwiązać.

A skąd wzięło się słowo „wibrator”?

Nie dla każdego jest to oczywiste, ale to słowo istniało na długo przed stworzeniem wibratorów jako akcesoriów seksualnych. Angielskie „vibrate” wywodzi się z łacińskiego vibrare, czyli wprawiać w drżący, szybki ruch. Sam rzeczownik „vibrator” jest notowany w języku angielskim od 1862 roku i początkowo oznaczał po prostu coś, co wibruje. Mógł więc dotyczyć elementu instrumentu, urządzenia technicznego albo później urządzenia do masażu - bez automatycznego seksualnego znaczenia.

Urządzenia wykorzystujące mechaniczne wibracje zaczęły rozwijać się pod koniec XIX wieku. Lekarz Joseph Mortimer Granville opisywał wykorzystanie mechanicznej wibracji w medycynie już w książce z 1883 roku, a na początku XX wieku elektryczne masażery były sprzedawane jako urządzenia zdrowotne i domowe. Dopiero później ludzie zauważyli, że poza masażem pleców, przynosi ono więcej przyjemności przy wykorzystaniu w okolicach stref intymnych. 

Jedna nazwa, a czasem kilkaset lat historii

Najzabawniejsze jest chyba to, że dzisiejsze nazwy brzmią, jakby ktoś stworzył je podczas jednego spotkania działu marketingu.

A tymczasem „dildo” pamięta czasy Shakespeare'a. Wibrator dostał nazwę, zanim słowo miało seksualne znaczenie. Magic Wand był masażerem pleców, którego użytkownicy skierowali na zupełnie inną ścieżkę kariery. Rabbit zaczął jako jeden konkretny produkt inspirowany japońskimi projektami, a później telewizja pomogła zmienić go w kategorię znaną na całym świecie. Bullet natomiast dostał nazwę prawdopodobnie w najbardziej pragmatyczny sposób ze wszystkich - bo wyglądał jak bullet.

I chyba właśnie dlatego historia zabawek erotycznych jest ciekawsza, niż sugerowałaby półka w sklepie. Ich nazwy opowiadają nie tylko o samych produktach i ich kształcie, ale również o tym, jak przez ostatnie kilkaset lat zmieniały się język, prawo, technologia, popkultura i podejście do przyjemności. A za kilkadziesiąt lat ktoś prawdopodobnie będzie pisał podobny tekst, próbując ustalić, dlaczego na początku XXI wieku wszystko nagle zaczęliśmy nazywać „satisfyerem”.